czwartek, 18 lipca 2013

Prolog #2

Witajcie! Dawno nic nie dodawałam i w ogóle porzuciłam bloga. Ale, jako że są wakacje i po tym jak dostałam parę podnoszących na duchu opinii o tym co piszę, postanowiłam zrobić... REAKTYWACJĘ BLOGA!!! Mam nadzieję, że ktoś się z tego powodu ucieszy ;) No a teraz dalszy ciąg pościgu za złodziejem (muszę temu wreszcie wymyślić jakiś tytuł :D).

***

Z nieba zaczęły kapać pierwsze duże krople deszczu, nasilające się z minuty na minutę. Wiatr był tak silny, że można zacząć sądzić, iż nie jest on wywołany naturalnie.


Strażnicy ustawili się przed bramą, kierując swoje włócznie w stronę tajemniczego mężczyzny. On niezbyt się tym przejął i nadal pędził w tym samym kierunku. Nagle uniósł jedną rękę nad głowę i zaczął coś mamrotać pod nosem. Słowa brzmiały, jakby były w jakimś starożytnym, zapomnianym już języku. Po chwili dłoń tajemniczego mężczyzny zapłonęła żywym ogniem, rozświetlając noc. Następnie tajemniczy osobnik pchnął ręką do przodu wypuszczając ogień przed siebie.


Widząc zbliżającą się kulę ognia, strażnicy rozbiegli się na boki w popłochu, a ona lecąc robiła się coraz większa. Mijając uciekających strażników poleciała dalej, uderzyła w bramę i roztrzaskała ją.


Mężczyzna, mając przed sobą wolną drogę popędził ogiera, aby ten przyspieszył jeszcze bardziej. Minął bramę, a raczej to co z niej zostało i pomknął dalej. Kierował się w stronę Mrocznego Lasu. Zaraz za nim wyruszyli strażnicy, czekający w mieście w pogotowiu, na wypadek takich właśnie okoliczności. Dosiedli bojowych rumaków, wyćwiczonych do tego rodzaju pościgów. Odległość między złodziejem, a strażnikami zmniejszała się z minuty na minutę.

Kiedy odstęp między ścigającymi a ściganym był już tylko kilkumetrowy, mężczyzna wjechał do Mrocznego Lasu – lasu, który nawet najwięksi śmiałkowie omijają szerokim łukiem.

Ten strach spowodowany był dziwnymi a zarazem strasznymi rzeczami, które się w nim działy już od stuleci. Na początku nikt nie wierzył w opowiadania o duchach, zjawach i demonach grasujących tam. Jednak gdy pewien śmiałek chcąc obalić tę historię a przy okazji przypodobać się pewnej dziewczynie, wszedł do lasu i już nie powrócił, a był to chłop o wielkiej sile i posturze, ludzie zaczęli wierzyć w te opowieści. Wędrowni kupcy omijali ten las przejeżdżając przez sąsiednie wioski, bardzo oddalone od siebie, co przedłużało czas podróży prawie, że dwukrotnie i zmniejszało znacznie ich zarobki. Jednak nawet to nie pchnęło ich do tego, aby odważyli się przejechać przez Mroczny Las.

Przez lata znalazło się jeszcze paru śmiałków, zarówno mężczyzn jak i kobiet, którzy chcieli udowodnić swą odwagę. Jednak i oni stamtąd nie powrócili. Od tamtych czasów minęło już kilkadziesiąt lat i nie znalazła się już ani jedna osoba, która odważyłaby się tam wejść.

Grupa strażników zatrzymała się przy granicy Mrocznego Lasu, lecz jeden z nich, bardzo młody, chciał zasłużyć się dla swojego kraju. Więc nie zatrzymywał się, a pojechał dalej za mężczyzną, w głąb Mrocznego Lasu.

C.D.N.


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Prolog #1

Królestwo Kern. Miasto Aren. Stolica.

Kilka minut przed północą.

Niebo zasnute ciemnymi chmurami i porywisty wiatr zwiastowały burzę. Wszyscy już dawno pochowali się do swoich domostw, zamykając je na cztery spusty. Całe miasto było opustoszałe. Nawet strażnicy schowali się przed burzą do swoich koszar. Tylko jedna osoba przemierzała ulice stolicy. Ubrana była cała na czarno, przez co była prawie niewidoczna. Poruszała się bardzo szybko. Cały czas trzymając się cieni rzucanych  przez budynki.

Nagle ciszę przed burzą przerwał donośny dźwięk dzwonu. Czarna postać przyspieszyła, zwracając mniejszą uwagę na skrywanie się. Zmierzała w kierunku zachodniej, najgorzej strzeżonej bramy.

Wraz z drugim uderzeniem dzwonu, z koszar zaczęli wybiegać strażnicy krzycząc jeden do drugiego, coś o kradzieży magicznych klejnotów królowej. Sprawa była poważna, ponieważ tylko dzięki tym klejnotom, w państwie panował spokój, ład i porządek.

Dwóch strażników stacjonujących przy tej bramie zaczęło ją zamykać, aby odciąć drogę ucieczki tajemniczej postaci. Ale, ponieważ było ich niewielu, szło im to niezwykle wolno. Na szczęście po chwili nadeszły posiłki, dzięki czemu brama, pomimo swojego ciężaru, zamykała się już szybciej.

Postać widząc to, przystanęła i szybko oceniła sytuację. Brama zamykała się teraz tak szybko, że niemożliwym stało się uciec przez nią na piechotę, lecz najwidoczniej nie tylko strażnikom sprzyjało dziś szczęście, ponieważ tajemnicza osoba odkryła dosłownie obok siebie stajnię, a po zaglądnięciu do niej, postawnego, kruczoczarnego ogiera. Postać oderwała długi kawał materiału od swojego płaszcza i zawinęła w niego skradzione klejnoty. Następnie owinęła to zawiniątko wokół pasa i wskoczyła na rumaka, nie tracąc czasu nawet na jego osiodłanie. Tajemniczy człowiek trącił boki konia piętami i klepnął mocno po zadzie. Zwierzę zarżało i stanęło na zadnich nogach, po czym wyskoczyło do przodu z prędkością błyskawicy, kierując się prosto do zachodniej bramy.

Wiatr, który nasilał się z minuty na minutę wiał prosto na rumaka i jego tajemniczego jeźdźca. W końcu spowodował, że jego kaptur zsunął mu się z głowy. Jednak w ciemnościach można było dostrzec zaledwie zarysy, po których każdy człowiek patrzący z boku mógłby stwierdzić, że tajemniczą postacią a zarazem złodziejem jest na pewno mężczyzna.

Strażnicy przy bramie używali wszystkich swoich sił aby zamknąć bramę, lecz tajemniczy mężczyzna na znalezionym ogierze był coraz bliżej. Teraz od bramy dzieliło go już tylko kilka metrów.

C.D.N.

źródło: http://pixers.pl/fototapety/segovia-sredniowieczne-miasto-hiszpanii-artystyczny-obraz-40984542